O mnie

Pierwsze kroki by zapoznać się z moją osoba...

Witam wszystkich odwiedzających bardzo serdecznie :)

Kuchenne sprawy ... czyli gotowanie z pasją
Uwielbiam eksperymentalne gotowanie i czasem powstaje z tego coś wspaniałego, czasem wędruje do śmieci. Kocham słodycze a ciasta mogłabym piec codziennie... unikam jednak tego, bo zjadałabym je pewnie sama :)
Poza spędzaniem czasu w kuchni lubię jeszcze czasem wsiąść za kłóko i pojechać gdziekolwiek- byle daleko i z głośną muzyką w tle, poza tym lubię swoją gitarę, aparat i farby, a najbardziej kocham "Nieletnią'', ''Najlepszą pod Słońcem'' i przyjaciół, którzy w moim sercu mają zawsze szczególne miejsce, dla których warto żyć, którzy są dla mnie zawsze, dla których ja również jestem zawsze, o kazdej porze dnia i nocy! 
Nie oddam życia za nikogo, chyba, że za Nieletnią... ale jak kogoś lubię, to mogę nerkę oddać...

Nie wierzę w kogoś w niebie, czy piekle, czy gdziekolwiek.


Wiodę proste życie przeplatane ciekawymi rozmowami, wydarzeniami, z ciekawymi osobami.

Jestem zadowolona ze stanu jaki posiadam na koncie życiowym, bankowym, społecznym czy jakimkolwiek innym, poza jednym- wiekowym... chciałabym co roku być młodsza a nie wychodzi. 

Może przepis na wieczną młodość kiedyś też opracuję? Na razie staram się zatrzymywać czas kolagenem :) 


Ja i moje oblicza: 













Coś o odchudzaniu

Od lat się odchudzam. W 2004 roku moja waga sięgnęła 118kg. Mam za sobą dziesiątki kilogramów zrzuconych, jak i kilka nabranych,wiele próbowanych diet, mnóstwo porażek i kilka sukcesów.

Po 3 latach moja waga zatrzymała się w okolicach 75 kg. Przy wzroście kurczakowym jaki posiadam, to było nadal 15 kg nadwagi.

W roku 2007 zapisałam się na siłownię, z mocnym postanowieniem walki o wspaniałą, piękną sylwetkę. Muszę przyznać, że fantastycznie było...choć na początku bardzo ciężko. Efekt był rewelacyjny, bo nie tylko moje ciało stało się jędrne i sprężyste, lecz moja kondycja znacznie się poprawiła. 
Zero zasapania gdy człapałam na drugie piętro po schodach :)
Biegałam 10 km dziennie, trenowałam boks, pływałam... czułam się wspaniale i chudłam!
Dzięki radom trenera zmieniłam również sposób żywienia.


Jadłospis miał mieć: chude mięsa i wędliny, jaja, ryby (do woli i pod każdą postacią -aby nie w oleju), nisko-tłuszczowe jedzenie, nisko-węglowodanowe, wysoko-białkowe, dużo wody, herbat ziołowych.

Oczywiście wykluczyć cukier, w ostateczności zastąpić słodzikiem, mniej soli, wszelkie zioła jako przyprawy, ograniczyć owoce, jeść te mniej cukrowe- czyli ograniczać jedzenie typu banany czy winogrona.
Zrezygnować z makaronów, kasz, ryżu- jeśli już przerzucić się na brązowy makaron czy ryż, nie jeść więcej niż ''garść'', ziemniaki w małych ilościach i wszelkie wysoko-węglowodanowe jedznie nie więcej niż 2 razy w tygodniu..
Unikać alkoholu, smażenia, gotować na parze, zapiekać w folii.....

Trochę to jak Dukan, choć wtedy jeszcze o Dukanie nie bardzo kto słyszał.
Stosując ową dietę , jedząc sporo i kiedy mam ochotę czułam się wspaniale. Waga spadała, może nie zaskakującym tempie, ale regularnie i na stałe.
Pomimo zdarzających się szaleństw w postaci frytek, burgerów czy innych tego typu śmieciowych wynalazków, po roku zeszłam do wagi 61,7 kg gdzie po raz pierwszy od lat miałam prawidłowe BMI.

Ale jak to w życiu bywa- albo jak to u mnie bywa... utyłam... zaczęłam niezdrowo jeść, zarzuciłam ćwiczenia, całkowicie zrezygnowałam z siłowni , basenu i wszelakich treningów.
Kilka miesięcy później miałam 10 kg do przodu...

Gdy pojawił się Dukan, po dokładnym przeczytaniu książki , zrozumiałam,że ja już na Dukanie byłam. Postanowiłam więc do niego wrócić, według jego zasad: uderzeniówka, proteiny, warzywa z proteinami. Niestety nie bardzo mi to szło... próbowałam wiele razy... Nie dla mnie dni czysto proteinowe... ciągnie mnie do warzyw, dostaję szału bez owoców.


Zatem- zmodyfikowałam Dukana do własnych potrzeb i wróciłam do jedzenia według starej diety od trenera, która jest bardzo zbliżona do Dukana.
Spodobał mi się pomysł na chlebek, na bazie którego powstają inne rzeczy typu naleśniki, baza na pizze, baza do ciasteczek, drożdżówek, placków i wszelkie inne ''wybryki'', szczególnie te słodkie wybryki, których mi tak bardzo w odchudzaniu brakowało.
Cieszy mnie, że z otrębów, które w moim życiu zagościły kilka lat temu można zrobić coś więcej niż tylko owsiankę. Owsiankę kocham, ale cieszę się,że nie muszę jej codziennie jeść, bądź otrębów dodawać do jogurtu, bo to były jedyne sposoby użycia tego produktu.


Nasuwa się zatem pytanie: czy stosowałam Dukana? TAK i NIE
Powiedzmy,że stosowałam Dukana po swojemu.
Czy zachęcam by robić tak jak ja? NIE... każdy ma własny rozum i wie co dla niego najlepsze. Kazdy sam zna swoje możliwości. Ja wiem,że nie dałabym rady wytrwać na ''książkowym Dukanie'' długo... bo próbowałam. Czy można schudnąć omijając dni czysto proteinowe- ależ owszem! czy będzie równie szybko? pewnie nie


Czy moje przepisy nadają się na Dukana? 

Niektóre TAK, niektóre NIE

Jeśli znajdziecie coś co jest zakazane czasem można to ominąć. Nie znaczy ,że wszystkie przepisy są czysto dukanowe, niektóre są ''normalne'' pełno-tłuszczowe, węglowe itd... 


Dla tych , którzy znają zasady Dukana, przeczytali książkę i są zapoznani z regułami diety, dość łatwo będzie znaleźć przepisy, które mogą zastosować.
Dla osób dopiero wkraczających w świat diety: pytajcie, jeśli nie wiecie... zawsze chętnie odpowiem, jeśli wiem, jeśli nie wiem, może znajdzie się ktoś, kto podpowie.


Na dzień dzisiejszy 

Nadal staram się odżywiać zdrowo, regularnie odwiedzam siłownię i walczę ze słabościami do czekolady, pizzy i piwa. Jak zawsze, walczę ze słabościami :)



Moja droga przez odchudzanie
Zdjęcia przed, po , w trakcie diety...

Zaczynamy od roku mniej więcej 2003, gdzie jeszcze niezwruszona pozostałam na przyrost wagi i ona sobie sopkojnie rosła...
Przypuszczam ,że o owym czasie ważyłam około 90 kg, aczkolwiek nie wiem dokładnie, bo sie nie ważyłam...





Jakieś kilka miesięcy później....




No i tak sobie podjadając i żyjąc w pełnej symbiozie z wszelakim jedzeniem nastał rok 2004
Kilka dni po ujrzeniu siebie w pełnym wydaniu , nastąpiło ważenie. Werdykt : 118kg...


Może powinnam dodać, że na zdjęciu poniżej mam 24 lata...







rok 2007 był rokiem ogarnięcia się z otyłości i zejścia do nadwagi









nadchodzi mój ulubiony rok... 2008

początek roku: luty 2008



czerwiec 2008:


i wrzesień 2008, gdzie moja waga doszła do najniższej w odchudzaniu 61,7 kg

(ach jak lubię to zdjęcie)


czerwiec 2011 nadal w miarę utrzymuję wagę z lekkimi skokami do 5 kg góra-dół :)




tu w jaśniejszym ''włosowym wydaniu'' ...



a teraz ...
sierpień 2013 i walka z kilogramami, które mi się nabrały gdzieś ''niespodziewanie'' w oststnim roku. Mam nadzieję, że wkrótce znów ujrzę swoje 60-parę kilosków na wadze :)


Cała prawda o mnie odkryta....

Taka to moja droga do mniejszej mnie ... wieloletnia, bo: raz chudłam, raz tyłam.
Bo mało konsekwencji we mnie było. Ale najwazniejsze , że jestem we właściwym miejscu... na zdrowej drodze...

Pomimo wielu wyskoków i częstego zapominania, że muszę uważać co jem, nie powróciłam do wagi z 2004, nawet się do niej nie zbliżam....

Tak, jestem dumna z własnych osiągnięć, pokonałam siebie, ale to nie jest tak, że schudłam i już jest fajnie.
Uważam co jem, ile jem i jak jem... Gdybym sobie pozwoliła na jedzenie ''jak chcę'' pewnie znów ważyłabym 118kg , albo i więcej. 

Uważam ,że największą sztuką jest utrzymać wagę, bo tak łatwo się zapomnieć i zaliczyć ''jo-jo''

Często pytają mnie , jaką dietę stosowałam,że nie mam jo-jo... (choć teraz można by rzec, że mam, hm...) 
Moja odpowiedź jest taka:

 Jo-Jo to nie wina diety- to wina człowieka.
Jeśli po zakończeniu diety odchudzającej nie zmienisz sposobu odżywiania, a wrócisz do objadania się i starych niezdrowych nawyków, żadna dieta na świecie nie zagwarantuje ci, że utrzymasz wagę.
Utrzymanie wagi to również dieta- tyle ,że to dieta podtrzymująca wagę. 
Dieta zdrowego, rozsądnego odżywiania!

Odżywiajcie się zdrowo, unikajcie diet cud i pamiętajcie, że wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko z głową, rozsądnie, z umiarem.


Wasza

EG



9 komentarzy:

Iza pisze...

Ubyło Ci co najmniej 20 lat:)

justed pisze...

i tak właśnie się czuję...

Magda pisze...

Przemiana niesamowita.. Czyli warto :)

Anonimowy pisze...

po prostu rewelacja, nie każdy tak potrafi,to wielka sztuka, podziwiam:)

justed pisze...

Warto, warto...
ja taki leniuch i żarłok dałam radę, to wierzę,że każdy z odrobiną wiary może też przemóc siebie...

wiola pisze...

świetnie kochana, a dzięki Tobie ja też się zmieniłam na lepsze:)

justed pisze...

Wiola, moja kochana Najlepsza pod Słońcem, zmieniłaś się dzięki sobie i swojej pracy nad sobą. Ja tylko się zbuntowałam na pomysły o ''cudownej diecie'' i tupałam nogą :) a cała reszta to Twoja zasługa... Można by mnie porównac do DROGOWSKAZU- na miejsce cię nie zawiezie, ale pokaże gdzie jechac trzeba, całą resztę trzeba wykonac samemu.

Anonimowy pisze...

ach......och....... nic więcej kotuś nie mogę dodać..tylko powzdychać i brać się do roboty ;-D i chudnąć!!!
rolini

wiola pisze...

widać ze zdjęć, że zostałaś mamą,później moją przyjaciółką i bywałaś w Goldzie, następnie wyjechałaś do Londynu, ale bywałaś na polskich weselach i dożynkach w Izbicy, a teraz latasz na Majorkę i ostatnio byłaś u najlepszej fryzjerki Gosi i wyglądasz rewelacyjnie, a na koniec dodać muszę, że dwie sukienki ze zdjęcia są na mnie obecnie dobre rozmiarowo:)))
love you:)))

Print

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...